wtorek, 18 września 2012

Pieczone papryki faszerowane kurczakowym mięsem i grzybami




   Nasza ulubiona pani Halina ze straganu z warzywami na ryneczku, kolejny raz błysnęła intuicją. W weekend przywiozła do sprzedaży świeże koźlaki, piękne jak marzenie i pierwsze w tym roku. Kto nas śledzi na Twarzoksiążce, ten miał okazję widzieć zjawiskową zajawkę. 




   Idealnie zgrało się to z papryką, którą ja z kolei, kupiłem będąc służbowo pod Radomiem. Swoją drogą, wiedzieliście, że w okolicach Radomia jest zagłębie producentów papryki? Dosłownie hektary całe pod folią i w każdym tunelu, aż czerwono od owoców. Oczywiście przy drodze stało mnóstwo handlujących tą papryką ludzi. Nie ma się więc co dziwić, że nie mogłem się powstrzymać i przywiozłem wór pięciokilogramowy.
   Połączenie papryki i świeżych grzybów, musiało dać owoce w postaci zapiekanej faszerowanej papryki. Dodałem do niej resztę pieczonego w całości kurczaka (przepis i zdjęcia wkrótce), ale równie dobrze możecie dodać na przykład to, czego nie udało Wam się zjeść wczoraj, z pałek z mascarpone i rozmarynem. W ogóle namawiam do takiego podchodzenia do gotowania. Jeśli dziś robisz pałki, to zrób trochę więcej niż jesteś w stanie zjeść. Nie odgrzewaj tego następnego dnia tylko przechowaj dzień lub dwa w lodówce. Nie o to przecież chodzi, żeby cały czas jeść jeden rodzaj mięsa. A po dwóch dniach, upieczone mięso spokojnie tyle wytrzyma, wymyśl co innego można by z tym jeszcze zrobić.
   My tak właśnie zrobiliśmy w tym przypadku. W sobotę jedliśmy pieczonego kurczaka, któremu oczywiście nie daliśmy rady. W niedzielę, resztę tego kurczaka obrałem z mięsa, mięso posiekałem i dodałem do farszu potrzebnego do wypełnienia papryki. W ten sposób nic się nie zmarnowało, a powstały dwa, kompletnie różne posiłki. 
   Podsumowując...

Potrzebne będzie:
  • wspomnianego wyżej, dowolnie upieczonego mięsa z kurczaka, jakieś trzy garści garści (mierzone po posiekaniu na drobne kawałki)
  • torebka ryżu, ugotowana zgodnie z tym co producent raczył napisać na opakowaniu
  • świeżych grzybów kilka sztuk, jeśli małe to kilkanaście
  • garść grzybów suszonych, dla podbicia smaku
  • dwie łyżki masła
  • średniej wielkości cebula
  • sześć pozbawionych gniazd nasiennych i wierzchu z ogonkiem papryk
  • trzy garście tartego parmezanu
   Suszone grzyby zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na dłuższą chwilę. W tym czasie siekamy drobno cebulę i szklimy ją na maśle, a świeże grzyby czyścimy i kroimy na kawałki. Kiedy cebula się zeszkli dodajemy świeże grzyby i przesmażamy kilka minut, często mieszając. 
   Zakładam, że ryż jest już ugotowany i spokojnie odcieka w durszlaku. Jeśli nie to na szybko gotujemy woreczek ryżu, bo za mgnienie oka będzie potrzebny. Gdy świeże grzyby są już miękkie, dodajemy do nich te suszone. Ja najpierw odsączam je z wody, bo zależy mi na tym, żeby przez chwilę chociaż się smażyły, a dopiero potem dusiły. Oczywiście wody z namaczania grzybów nie wylewamy do zlewu, tylko zostawiamy na później. Jeszcze się przyda. Po dodaniu suszonych grzybów znowu odczekujemy chwilkę, mieszamy i wąchamy aromaty... Po jakichś pięciu minutach dodajemy kurczaka, znowu mieszamy, i znowu czekamy wąchając. 
   Na koniec wsypujemy ryż i zalewamy wodą z moczenia grzybów. Zmniejszamy ogień i dusimy jeszcze przez jakieś 10-15 minut. Warto w tym czasie znaleźć parę chwil na doprawienie całości solą i pieprzem. Ja robię to zwykle na kilka razy, tak żeby nie przesadzić. Smak potraw zmienia się w czasie gotowania i łatwo tu o pomyłkę. 
   W ten sposób mamy przygotowany farsz do wypełnienia papryk. Bo oczywiście nie zapomnieliśmy o tym, żeby w czasie kiedy farsz pracuje na patelni, przygotować odpowiednio papryki. Wystarczy w tym celu odciąć dekielek z ogonkiem i wydłubać ze środka nasiona. Powstanie w ten sposób naturalna czarka, do której napakujemy farszu. Fajna o tyle, że w przeciwieństwie do porcelanowych talerzy, można ją zjeść razem z całą potrawą :)
    W tak przygotowane papryki pakujemy farsz i przykrywamy je pierzynką startego parmezanu. Następnie, ciasno ułożone w żaroodpornym naczyniu, zapiekamy w 180 stopniach Celsjusza. W piekarniku oczywiście.  Trwa to jakieś 15 minut. Po tym czasie można śmiało serwować. Jeśli ktoś lubi, to można na wierzchu położyć kleks zimnej, kwaśnej śmietany. Świetnie zamyka smaki...

Przy garach: Tomasz
Pstrykała: Aga









6 komentarzy:

  1. Wyglądają genialnie! Aż zgłodniałam, a przed chwilą skończyłam jeść obiad :)

    OdpowiedzUsuń
  2. wyglądają obłędnie! Ładnie się przypiekły :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i smakują też...nasze dzieciaki się nimi zajadały

      Usuń
  3. no to mam już pomysł na dzisiejszy obiad:)

    OdpowiedzUsuń