poniedziałek, 9 maja 2016

Mleczobranie

 


Aż strach pomyśleć jak dawno nas tu nie było... nie spodziewałem się, że aż tak dawno, dopóki nie spojrzałem na datę ostatniego posta.
 




   Ale żyjemy oczywiście, kto zagląda na facebooka lub instagram ten wie. Zresztą zachęcam do zajrzenia na te dwa profile. Zwłaszcza na instagramie jest trochę inaczej niż tutaj. Tematyka nie tylko kulinarna, ale zdecydowanie szersza :)
   Ostatecznym argumentem za tym, żeby znowu coś tutaj napisać, stały się te mnieszkowe pola, które widzicie na zdjęciach. Nie mogliśmy się powstrzymać, żeby nie pokazać tego mieszczuchom :) U nas na wsi takich łąk jest sporo i w maju, co roku, nie możemy się na nie napatrzeć. No a skoro tyle mleczy dookoła, to w końcu zebraliśmy się do przygotowania z niego syropu. Nie będę twierdził, że robimy to od zawsze, bo to byłoby nadużycie. Zrobiliśmy go w tym roku pierwszy raz, ale jeśli to co można o syropie z mniszka i jego leczniczych właściwościach wyczytać jest prawdą, to prawdopodobnie będziemy robić co roku. Różnych przepisów do znalezienia w sieci jest sporo, jak zwykle wzięliśmy z kilku różnych i zrobiliśmy tak, jak wydawało nam się, że będzie dobrze. I chyba dobrze jest, bo smak i konsystencja gotowego syropu są takie jak być powinny. Zapach też...

Potrzebne będzie:
  • dorodnych kwiatostanów mniszka lekarskiego tyle, ile widać w koszyku na zdjęciach (czyli pewnie około 600-700 sztuk)
  • dwie sparzone i wyszorowane cytryny pokrojone w plastry
  • 0,7 litra wody
  • 1,5 kilograma cukru

   Po zebraniu, kwiatostany mniszka warto na dwie godzinki rozłożyć na jakiejś słonecznej, płaskiej powierzchni. Dzięki temu różne żyjątka, które się w ich okolicy kręcą, zdążą się spakować i wynieść. Syrop ma być wegetariański, więc na białkowych wkładkach mięsnych zupełnie nam nie zależy.
   Kiedy zostaną już same rośliny, zbieramy je w garnku i zalewamy wodą. Dociskamy lekko łyżką cedzakową, dodajemy pokrojone w plastry cytryny i gotujemy przez pół godziny, od czasu do czasu mieszając. Po tym czasie zdejmujemy z ognia i odstawiamy na noc. Następnego dnia odcedzamy przez gazę, a do czystego wywaru dodajemy cukier i ponownie zagotowujemy. Na gorąco rozlewamy do słoików, zakręcamy i odstawiamy pod koc dnem do góry. W tej pozycji pozwalamy im zupełnie wystygnąć. I tyle. Na zimę jak znalazł...

Przy garach: Aga
Tekst: Tomasz
Pstrykała: Aga
Zbieraliśmy wszyscy...







Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza