Przy urodzinowej okazji, Agnieszka szukała jakiegoś szybkiego ciasta podkręcanego alkoholem. Chodziło o to, żeby nie szokować gości, kiedy zmienią szklaneczkę na widelec :). Wiadomo przecież, że potrawy na stole powinny być spójne.
Niewiele rzeczy tak dobrze do siebie pasuje, jak czekolada i pomarańcze. Ćwiczyliśmy to połączenie już wielokrotnie, choćby tutaj, ale daleko jeszcze do końca tych eksperymentów.
Jakiś czas temu, zrobiłem taką przekąskę przy jakiejś okazji w trochę innej wersji. Wszystkim bardzo smakowało, ale mi jednak czegoś brakowało (zresztą może innym również, tylko nic nie powiedzieli). Dlatego tym razem postanowiłem trochę poeksperymentować.
Zbiera Wam się czasem na fast foodowe jedzenie. Nam się czasem zbiera, ale na szczęście mamy w sobie tyle silnej woli, żeby przygotować je samemu zamiast chodzić do śmieciowych restauracji.
Cała blogosfera kulinarna i fejsbukowe społeczności z tematem związane, trąbią o tym, że dziś międzynarodowy dzień pizzy. Mamy trochę dość takich owczopędnych tematów po niedawno minionym tłustym czwartku, kiedy to wszyscy publikowali coś na temat pączków... my również, niestety.
Może się wydać przesadą, ale dziś faktycznie ostatnia okazja na przygotowanie pączków na tłusty czwartek. Piszemy, że moment ostatni, bo to ciasto, trzeba przetrzymać przez dobę w lodówce, zanim będzie można zacząć smażyć pączki.
W zeszłym roku, przy okazji drugich urodzin Zosi, trenowaliśmy produkcje tęczowe. Wychodzi na to, że uprzedzaliśmy w ten sposób szeroką dyskusję na temat związków partnerskich :)
W tym roku pomysł polega na szerokim wykorzystaniu czekolady... Miejmy nadzieję, że będzie to przyczynkiem do dyskusji na temat obecności w naszym kraju osób o odmiennym kolorze skóry :)